SlovVine

Słoweńskie wino. Smakuj w spokoju…

Piwnice zamku Štatenberg

Przeciw zamkowi na górze czarnemu zaciśniemy swe pięści!” – napis, który wita turystów przed wejściem na murze zamku Štatenberg wiele mówi o nastawieniu Słoweńców do arystokracji. Wynika to z prostego faktu, że arystokracja na tych ziemiach nie była słoweńska. Hrabiami i książętami byli głównie Niemcy, Włosi i Węgrzy, czasem zgermanizowani Słoweńcy. W każdym razie na konflikt stanowy (w późniejszym czasie klasowy) nakładał się również kulturno-narodowy. Jeżdżąc po słoweńskiej części Styrii widać, że panowie bali się swoich poddanych, w większości miejscowości powyżej 2000 mieszkańców znajduje się pałac albo zamek. Większość jeszcze dobrze zachowana, do drugiej wojny światowej były używane. Potem „wieczny prezydent” Tito wygonił panów z ich siedzib i przegnał za granicę. Wiele zamków zaczęło podupadać, niektóre nadal były używane, ale nie wkładano wiele wysiłku w remonty. Podobnie było z pałacem Štatenberg. Po wojnie został odebrany arystokracji. Dziś właścicielem jest przedsiębiorstwo Impol ze Slovenskiej Bistricy. Niestety pomimo faktu, iż jest to imponujący zabytek barokowy, jeden z najwspanialszych w całej Słowenii, właściciel nie wywiązuje się z obowiązku utrzymywania go w najlepszej kondycji. W pałacu działa muzeum, od czasu do czasu restauracja (chyba tylko w formie kateringu bo jest wiecznie zamknięta), a także winiarska piwnica Towarzystwa Winiarzy Makole. Jak nietrudno odgadnąć, ten ostatni fakt nie mógł ujść mojej uwadze.

Na zwiedzanie piwnicy umówiłem się z Rado. Przed oczami miałem stare podziemne lochy wyłożone po sufit butelkami i beczkami pełnymi wina. Niestety… piwnica pełni jedynie marketingowy wabik na takich zapaleńców jak ja. Organizowane są tu degustacje, ocenianie wina, wystawy winarskich sprzętów z przeszłości, ale butelek jest tyle, żeby starczyło dla wycieczki austriackich emerytów. Większość wina członkowie stowarzyszenia trzymają w swoich prywatnych piwniczkach. Ponieważ nie jestem specjalnym miłośnikiem marketingowych atrakcji zaproponowałem, żeby odwiedzić winnicę Rado. Prawdziwą, żyjącą, działającą i tak dalej. Rado popatrzył na mnie z niedowierzaniem, ale zgodził się. Najwyraźniej nie mógł pojąć dlaczego bardziej interesuje mnie jego mała piwniczka przy domku letniskowym od pałacowych podziemi.

Pojechaliśmy do winniczki oddalonej od zamku kilka kilometrów. Rado, podobnie jak pozostali winiarze ze stowarzyszenia jest hobbystą. W makolskim oddziale towarzystwa winiarzy działa około 100 członków. Jak mnie zapewniał Rado, ich człownkowie są na szczycie krajowej listy jeśli chodzi o jakość wina. Faktycznie, studiując wyniki oceniania wina członków makolskiego oddziału, rzuca się w oczy, że są one wręcz imponujące. Większość win uzyskała ocenę powyżej 18,20 (na 20 możliwych) co oznacza wino najwyższej jakości, tzw. złoty medal. Ale to nie koniec, szczyt tabeli zajmują winiarze, którzy zdecydowali się na późne zbiory. Jest to wyższa szkoła jazdy przy wytwarzaniu wina. Bardzo wiele zależy od pogody, ale efekt pracy jest tego wart. Trud i ryzyko takich zabiegów wynagradza rynek. Ceny win z późnych zbiorów osiągają wyższe pułapy. Są to harmoniczne wina słodkie i półsłodkie. Z jednej strony ciekawy charakter, z drugiej słodki smak sprawiają, że są doskonałą propozycją dla ludzi rozpoczynających swoją przygodę z winem. Świetnie też sprawdzają się jako wina deserowe. Póki co, na zamku Štetenberg można kupić takie wino w rozsądnej cenie (ok. 5-7 EUR). Kolektyw działa prężnie, a gmina stara się wspierać promocję makolskich wyrobów. Niedługo wszystkie makolskie wina będą mieć jednakowe etykiety i wspólną markę, aby wspomóc sprzedaż na rynku.

Rozmowę o przyszłości makolskich win przeplataliśmy z degustacją trunków z tegorocznych zbiorów. W Słowenii na coś co już nie jest sokiem a jeszcze nie jest winem mówi się mošt (czyt. Moszt). Mošt to już sfermentowany sok, ale jeszcze nie dojrzałe wino. Smak jest lekki, bardzo świeży. Mošt zawiera dużo CO2 i jest mętny co sprawia, że wygląda jak oranżada. Spróbowaliśmy kilka rodzajów, wszystkie miały swój charakter i były naprawdę smaczne. Najlepsze wydały mi się muškat i renski riesling. Zapowiedziałem się już po 11 listopada, gdy sok zmieni się w wino, aby je kupić. Mam nadzieję, że ich atuty będą jeszcze lepiej wyczuwalne. Zanim się rozstaliśmy, Rado podarował mi jeszcze butelkę sauvignona – to jego wino z najwyższą oceną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Follow SlovVine on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 12 obserwujących.

%d blogerów lubi to: